Nie poddam się

Wpis

czwartek, 27 września 2018

34

Nie potrafię zrozumieć, dlaczego w dzisiejszym świecie dominuje postawa roszczeniowa. JA chcę, JA muszę, to MI się należy. Kiedyś, gdzieś czytałam, czy słyszałam odpowiedź staruszków, którzy przeżyli ze sobą pięćdziesiąt lat na pytanie jak to zrobili? „bo my urodziliśmy się w czasach, kiedy jak coś się zepsuło, to się to naprawiało, a nie wyrzucało do kosza”. No i chyba dlatego tak wiele par się dzisiaj rozstaje. Drobne nieporozumienia jak pojedyncze ogniwa łączą się w łańcuch, który po pewnym czasie jest tak wielki i ciężki, że nikt już nie potrafi go udźwignąć. Nachodzi ich myśl, że łatwiej będzie zacząć wszystko od początku. Po co naprawiać? Przecież i tak wszyscy wszystko wyrzucają. Stare meble, żelazka, stare miłości. Tylko czy to jest rozsądne. Czysty konsumpcjonizm prowadzi nas w kierunku samozagłady. Coraz mniej wartości liczy się dla człowieka. Jeszcze kiedyś wierzyłam w miłość na zawsze i wiadomo jak się to dla mnie skończyło. Chcę wierzyć, że inni będą mądrzejsi, że innym się uda. Pozostaje nadzieja, że przetrwa miłość między rodzicami i dziećmi, ale powoli w to też zaczynam wątpić. Rodzice nie potrafią wyznaczać dzieciom granic, lub starają się dać im wszystko to, czego im kiedyś w dzieciństwie brakowało. Tylko, że najmniej w tym wszystkim dają im prawdziwej miłości, która jest nierozerwalnie związana z poświęcaniem czasu. A dzieci… nie mają szacunku dla rodziców. Jednych i drugich można usprawiedliwiać w nieskończoność. Rodzice pracują i nie mają czasu dla dzieci, bo przecież po pracy muszą jeszcze odpocząć, spotkać się z przyjaciółmi, no a jeszcze mają jakieś hobby. Dzieci natomiast nie mając rodziców wtedy kiedy ich potrzebują, starają się radzić sobie same i w większości wyrastają na ludzi z zaburzonym poczuciem bezpieczeństwa. No i oczywiście brak szacunku działa w dwie strony. Jeśli dziecko nie było szanowane, to w przyszłości nie uszanuje rodzica. Czy tak ma się skończyć świat? Wiem, że są ludzie, którzy zdają sobie sprawę że nasz upadek jest ściśle powiązany z degradacją uczuć, ale dlaczego jest ich tak mało? Jeśli zdradzonej kobiecie koleżanki radzą zdradzić męża, to coś tu nie gra. Nie, żebym ja to usłyszała, ale ktoś, kto przeżył to samo i właśnie w taki sposób był pocieszany.


Wrzesień i moje urodziny. Czterdzieste piąte. Znowu porażka. Mama dzwoni co jakiś czas. Parę dni przed urodzinami też dzwoniła. Mam do niej żal za to, że popiera chłopaków. Świadomość, że rodzice i bracia są po tej samej stronie boli, ponieważ nie jest to moja strona. Twierdzą oczywiście że jest inaczej, ale to normalne. Słowa i nic więcej. S. twierdzi, że nie może spać po nocach, bo myśli jak mi pomóc. Jak powiedziałam, że G. ubliża mi w smsach, to poprosił go o pokazanie  telefonu i przejrzał smsy do mnie. Niczego złego w nich nie znalazł. Ciekawe dlaczego?


Mama przyjechał w moje urodziny. Byłam jeszcze w pracy. Po powrocie okazało się, że razem z Ż. kroją cukinię. Mama powiedziała, że jeszcze pomoże mi przy pomidorach, ale odmówiłam. Powiedziałam, że zrobię to później sama. Mama powiedziała abym nie była uparta. Stały tekst. Zawsze to ja jestem uparta, mam charakter ojca i w ogóle wszystko co złe to ja. Powiedziałam, że właśnie będę uparta ponieważ całe życie nie byłam. I się skończyło. Mamusia nie odezwała się już do momentu w którym zapytała czy sprawdzę jej autobus, Ż. sprawdziła i zawiozła babcię. Gdy wróciła powiedziała mi, że ręce jej opadły po rozmowie z moją mamą. Cokolwiek by Ż. nie powiedziała na temat moich braci odbijało się jak od trampoliny. Inne tematy mamusia zapamiętywała, tych dotyczących mnie czy mojego rodzeństwa już nie. Na koniec poczęstowała Ż. tekstem: „Przecież widać, że mama zawsze bardziej kochała A.” Widać uważa, że moje dzieci zbyt mało jeszcze przeszły. Można je więc podręczyć. Najlepsze jest to, że jest ich babcią.


Stwierdziłam, że muszę odseparować się od rodziców i braci. Nie mam już siły z nimi walczyć, a na solidarność czy współczucie liczyć nie mogę. Przecież to ja jestem tą głupią. To ja sobie zapracowałam na rozwód.


Ciocia K.A. stwierdziła, że nas pogodzi. Nie wie niestety na co się pisze.


Ż. zaczęła przeglądać swoje pamiętniki i zapisy rozmów ze znajomymi. Znalazła np. coś takiego w rozmowie ze swoim przyjacielem.


„…więc, przed urodzinami dziadka, babcia wpadła i mamie zaczęła smęcić, że dziadek się nie odzywa do niej od tej całej afery i chodzi przygaszony i tak myślała, że może psa by mu sprezentować, bo Bachusa uśpić musieli bo chory był i się już tylko męczył. Przydałoby mu się zajęcie itd tym bardziej, że Frytka (kot) im uciekła i w domu pusto, a dziadek nigdy kotów nie lubił, więc chociaż psa. Rozmawiała z Ł., żeby ze schroniska wciąć, a wujek, że w schronisku się płaci i nie wiadomo jaki to pies będzie itd. To babcia, że nie i nie wie co teraz itd. Mama powiedziała więc żebym poszukała psa, to w ogłoszeniach posiedziałam, mama po psa pojechała, przywiozła i na drugi dzień go zawiozłyśmy. Ł. się wściekł, że psa przywieźliśmy, chyba oszaleliśmy on też tu mieszka, ma coś do powiedzenia, trochę zwyzywał i na mnie wjechał, za co jestem zła na niego, zachował się nieładnie. Babcia szczęśliwa przysłuchiwała się tylko jak wujek się wściekał i bawiła się z psem i oglądała go totalnie mając wylane w to, że wujek po mnie i mamie jedzie równo i gada, że chyba ogłupiałyśmy, że psa im przywozimy, gdzie to raz był pomysł babci, a dwa, babcia mówiła tak jakby z Ł. wielokrotnie o tym dyskutowała. Nie wpadłyśmy na to, że Ł. nic nie wie w dodatku babcia się nie przyznała, że to jej pomysł tylko jak dziecko cieszyła się do psa. Ostatecznie jednak to była decyzja dziadka, więc pojechałyśmy do domu, psa zostawiłyśmy i czekałyśmy aż dziadek wróci do domu i babcia powie jak to przyjął i miała powiedzieć, że pies od wnuków, nie od mamy, bo dziadek jest wściekły na mamę i jest ona wyklęta jak na ten moment. Dziadek przyjechał i zaczął, ze nie chce psa, on już jest za stary i mówił tak do M., nie do babci bo do babci się nie odzywa już parę tygodni. To mama zadzwoniła, że mam pojechać zabrać psa. Pojechałam. Weszłam i mówię że psa zabieram, dziadek, że bardzo dobrze, co nie było zgodnie z moim planem, bo miał powiedzieć, żeby jednak został. Więc zaczęłam tego psa owijać w ręcznik i że szkoda, bo to miał być prezent i jak to ja się naszukałam jak mi smutno i jaka szkoda i narobiłam wyrzutów dziadkowi jaki to on okropny i jak to myślałam, że mu się spodoba. Dziadek stwierdził, że dobra, niech zostanie i mi podziękował. To uradowana wróciłam do domu, że załatwione.

a teraz babcia powiedziała, że jest za stara na szczeniaka, myślała, że jakiegoś starego jej przyniesiemy, a nie młodego. Nie ma zamiaru po nim sprzątać, bo plecy ją bolą, a on nie umie na dworze i nie chce, a babcia z nim biegać nie ma zamiaru i powiedziała, Ł. żeby ogłoszenie dać i oddadzą go w dobre ręce.

Z mamą się wkurzyłyśmy, pojechałam do dziadków, babci nie było, a dziadek zakochał się w tym psiaku. Rozmawiałam z nim, że to kłopot bo babci ciężko z nim biegać na dwór co chwilę i chce go wydać. A ja mam plan, wezmę go na trochę, nauczę żeby się na dworze załatwiał i wychowam trochę i dziadkowi go odwiozę, więc babcia nie będzie miała powodu, żeby go wydać. Dziadek, że dobra, odwiozę mu go po sylwestrze. Wziął psiaka na kolana i mówi do niego "Cywilu, pojedziesz teraz przejść szkołę, a później wrócisz tutaj". A ja takie ojejciu serio go polubił. Dziadek powiedział, żeby szybko się zabrać zanim babcia wróci. Zaczęłam psa zwijać i babcia w drzwiach stanęła i że co ja robię, a ja że psa zabieram, a babcia po co, a ja, że go wychowam. A babcia, że chyba oszalałam, gdzie zabierać psa będę, dadzą ogłoszenie i go gdzieś wydadzą, nie zabiorę go do domu, mamy psa, dwa koty a ja chcę jeszcze młodego zabrać i się wkurzała. Więc powiedziałam, pa i że wrócę z psiakiem po świętach i wyszłam

uf musiałam znaleźć w rozmowie z P., bo tak to jest jak nie mówię Ci tego na bieżąco, no i ciąg dalszy

cały czas było mówione że to na przechowanie póki się go nie nauczy podstawowych rzeczy"


"babcia ładne zdecydowanie wykazuje, ja bym się wściekł"


"za każdym razem jak babcia przyjeżdżała to do niego mówiła, że jejciu jejciu jeszcze trochę i go zabierze. Jak się okazało niedawno, Ł. zadzwonił do S. i zaczął, że mama jest chyba niepoważna, dziadkowie są za starzy a ona wymyśla i szczeniaka przywozi (nic nie wspomniał, że to babcia chciała dla dziadka, żeby miał inne zajęcie niż chlanie całymi dniami). Jaka to moja mama nienormalna, że z ich domu chce zrobić zoo i on nie będzie się tym psem zajmował itd. Tylko jak kota przyniósł do domu nikt nic nie miał do powiedzenia a dziadek nienawidzi kotów np, ale nic nie mówił, bo jak zaczął że kot im ucieknie (mieszkają na parterze i mają wiecznie balkon otwarty) to Łukasz z pyskiem wyskoczył, że on tu też mieszka i ma prawo decydować. No więc S. nakręcił, on obrał stronę Ł. do mamy z pretensjami że chyba ją cytuję "popierdoliło" i jak tylko tego psa przywiezie to on sam go wywiezie do schroniska. Nieważne że właśnie wpierdala się w sprawy domowników u których nie mieszka i tak na prawdę i babcia i dziadek psa by chcieli ale Ł. jest na nie. Do tego babcia mówiła, że Ł. teraz dziadka też przekabacić się udało i dziadek jak popije sobie to tylko chodzi i mówi, że skoro dał słowo wnuczce to musi tego psa wziąć. Nie, to nie, łaski bez, nic nie musi. A tak na koniec to Ł. właśnie szuka znowu kota żeby przygarnąć że w razie jak mama przywiezie psa to będą już mieli kota"


"kto to ten Ł, bo takiego ze świecą szukać"


"najmłodszy brat mamy, ten stary kawaler po 30

który wciąż mieszka z rodzicami

ale to moja mama jest ta najgorsza i najgłupsza"


„dajecie się tak traktować to i macie. to czemu nie mówicie i nie przypominacie kto tego psa chciał itd.”


„ale mama S. powiedziała a on że Ł. nic takiego nie powiedział, powiedziała Ł., a on, że jo babci będzie słuchała jak babcia dużo by chciała, ale przecież z psem nie ona a on będzie musiał wychodzić bo babcia zbyt chora”


 

„ja bym na waszym miejscu zerwał kontakt z całą rodziną na jakiś czas wydając jakieś oświadczenie

bo z tego co mówisz, to mają was za nic, ciągle jakieś przysrywanie się za wszystko”


 

„teraz co mama pracuje to tata niepotrzebnie klepnął że zarobiła te 6 tyś, bo S. zadzwonił wyobraź sobie nie do mamy ale do K.K. czy mama rzeczywiście tyle zarobiła, a jak ciotka chciała go też wciągnąć i umowę przywiozła to A., żona S. powiedziała że to nielegalne, gdzie to jest legalne tylko współpracować z Jakubem nie chcą bo jest świnia i chachmęci ale to wciąż legalne. Więc mama jak rozmawiała z Ł., bo jest cały czas bezrobotny czy nie chciałby zarobić trochę to powiedział że jemu potrzebna praca legalne”

 



Szczegóły wpisu

Tagi:
Autor(ka):
niezalujniczego
Czas publikacji:
czwartek, 27 września 2018 16:53

Polecane wpisy

Ostatnie wpisy

Kanał informacyjny