Nie poddam się

Wpis

czwartek, 06 września 2018

21

Znów w nocy nie mogłam spać. Następnego dnia była niedziela. Nie wiem jak ją przeżyłam. Nie rozmawialiśmy o tym. Czekaliśmy na poniedziałek. Myślałam, że ta niedziela jest najdłuższym dniem w moim życiu.


W poniedziałek dotarłam do lekarza. Nie wiedziałam jak wytłumaczyć sprawę położnej, aby lekarz mnie przyjął od razu. Najgorsze jest chyba to uczucie poniżenia. Kobieta podeszła do sprawy profesjonalnie. Kazała mówić prosto z mostu. Popłakałam się. Powiedziałam, że moja psychika nie wytrzyma niepewności. Pani położna okazała się kobietą po przejściach. Sama wychowała synów, wdzięcznych jej za to, że rozwiodła się z mężem tyranem.


Ludzie potrafią wspierać. W ostatnim czasie słyszałam tyle dobrych słów…


Wspiera mnie masa osób. Koleżanki, dalsza rodzina. Cieszę się, że jest tylu ludzi, którzy dzwonią i pytają jak się trzymam. To ważne, aby w takim momencie słyszeć dobre słowo. I uwierzyć, że nie jest się takim najgorszym skoro mówią, że to on nie zasługiwał na mnie, a nie odwrotnie.


Niestety nie wszyscy rozumieją. Tak jak powiedziała J.J., gdy dowiedziała się o ostatnim wyskoku G., że stracę wiele bliskich mi osób, no i straciłam. Kuzynkę, z którą od dzieciństwa uważałyśmy się za siostry, no i moich braci. O braciach pisałam, a kuzynka jest niestety po drugiej stronie barykady. Wiele razy prosiłam, aby nie rozbijała komuś rodziny… Jednak nie doprosiłam się. Kilka razy mi kłamała, że zerwała, ale potem okazywało się, że nie.


W tej samej rozmowie J.J.  powiedziała, iż te osoby kiedyś wrócą, bo dotrze do nich, że  to ja miałam rację. Może i tak, jednak w tym momencie nie potrafię sobie tego wyobrazić.


Zawsze uważałam, że wiara przenosi góry. Chcąc, można osiągnąć szczyty. Jednak w życiu potrzebna jest również pokora. Ja, jestem tylko człowiekiem. Słabym, niezauważalnym na wielkim świecie, wśród wielu istnień. Staram się doceniać życie i dawać z siebie tyle ile można. Lubię słuchać ludzi. Przerażają mnie ich problemy, bo każdy je ma. Jednak każdy może sobie ze swoimi problemami poradzić. Wystarczy pomyśleć, zastanowić się i nie działać pochopnie. Taka jest moja opinia. Ostatnio dostało mi się za nią od syna. Powiedział, że ja zawsze mówię: „pożyjemy, zobaczymy”. Chodzi o to, że zawsze czekam, aby życie pokazało niedowiarkom, kto miał rację. Nie chcę się kłócić. Nie chcę wymuszać akceptacji dla moich prawd. Życie i tak wszystko zweryfikuje. Tylko, że tak jak mi A. powiedział, ludzie szybko zapominają. I co z moimi prawdami, skoro oni już nie wiedzą co im właściwie udowodniłam? W rozmowie z dziećmi chodziło akurat o moich braci. No i niestety muszę im przyznać rację.


Tak samo G.. Tłumaczyłam, powtarzałam. Zawsze twierdził, że moje argumenty do niego trafiają. No bo jak miały nie trafiać? Tłumaczyłam, że alkohol niczego nie rozwiązuje. W nim wzbudza tylko agresję, która nie jest nikomu ani niczemu potrzebna. Więc zamiast pić, można porozmawiać. Gra to nie jest świat realny. Kiedyś w końcu okazuje się, że człowiek został sam. No i przyznawał mi rację. Kłamstwa? Po co komu? Przecież wcześniej czy później i tak się wydadzą, więc jaki sens ma kłamanie? Szczerość jest podstawą udanego związku.


Moim największym błędem od lat jest zaufanie. Wierzę w ludzi. Pamiętam sprawę z Katarzyną W. i jej córeczką Madzią. Sąsiadka od początku twierdziła, że to matka zabiła dziewczynkę. Ja tej kobiety broniłam. Nie mogłam uwierzyć, że można być tak zimnym i wyrachowanym.


Rok temu dowiedziałam się, że był na spotkaniu swojej nowej gildii. Zapytałam dlaczego mi nie powiedział? Przecież miałam z nim jeździć na te spotkania. Powiedział, że i tak był tylko zdegustowany spotkaniem z gówniarzami. Po tej naszej rozmowie zaraz wyjeżdżał do pracy. Tamtej nocy miałam koszmary. Następnego dnia (pierwszego sierpnia) wysłałam mu smsa:  Miałam koszmar. Pracowałeś w W. Nie odbierałeś telefonu. Zamiast ciebie odebrała jakaś baba i powiedziała, że razem jedziecie na jakieś wesele. Nie rozumiem dlaczego mi kłamiesz, jeżeli nie masz nic do ukrycia. Nie podoba mi się twoja gra, ani ludzie z którymi masz przez nią do czynienia. Tak naprawdę to nie wiem z kim się spotkałeś wtedy w Szczecinie. Ta gra to część twojego życia, a nie ma w tej części miejsca dla mnie. Intuicja podpowiada mi, że jest źle. Nauczyła mnie wiele razy, ze ma rację. Co mam z tym zrobić? Jeszcze nie wiem, ale kolejny raz nie dam się zrobić w konia.


Odpisał: „ Nie mogę uwierzyc że jeszcze o takich zeczach myślisz wiem że nie zawsze byłem przykładnym mężem a nawet i Kamieniem w naszym zyciu. Nasze życie nie było usłane kwiatami a nawet i różami. Nauczyłem się jednego i to dzięki tobie. Tobie zawdzięczam że nie palę tobie zawdzięczam że nie piję, cały czas się uczę przy tobie wiem że powinienem taki być parę lat temu. Wstyd mi i przykro teraz ogarnia mnie panika że nasze malzenistwo może być zagrożone nigdy ale to nigdy nie dopuszcze do rozpadu naszego małżeństwa zrobie wszystko żeby być przy tobie cieszyć się każdym dniem naszym nowym domem nasza ziemia kazym dniem raduje się jak jestes szczęśliwa ja po prostu kocham cie i wiedz o tym nie mam zadnych innych planów i nie planuje żadnego zycia  bez ciebie To ty jesteś moim zyciem moim powietrzm i bez ciebie nie dam rady żyć blagam nie myśl w taki sposób” (pisownia oryginalna)


Wtedy w to uwierzyłam. Teraz mam nadzieję, że przynajmniej przez chwilę on w to wierzył.



Szczegóły wpisu

Tagi:
Autor(ka):
niezalujniczego
Czas publikacji:
czwartek, 06 września 2018 16:34

Polecane wpisy

Ostatnie wpisy

Kanał informacyjny