Nie poddam się

Wpis

wtorek, 04 września 2018

19

G. nie jest już takim człowiekiem jakim był na początku naszego małżeństwa. Wiele lat nam to zajęło, ale zaczął się zmieniać. I co? Zamiast ofiarować tą zmianę mi za to ile siły i pracy włożyłam w jego dowartościowanie, w jego terapię. Za to ile wycierpiałam, on kopnął mnie w dupę i poszedł do innej. Całe życie wierząc, że przetrwanie naszego małżeństwa zależy od mojego poświęcenia, pracowałam z nim również dla siebie. Abyśmy razem byli szczęśliwi. Mogłam się z nim rozwieść wiele razy. Czy kiedy mnie bił, czy kiedy żyliśmy w takiej nędzy, że miesiącami jedliśmy placki z wody i mąki szumnie zwane przeze mnie naleśnikami, czy kiedy mnie zdradził. Tak naprawdę mnóstwo było sytuacji kryzysowych, które przetrwałam. Zawsze wierzyłam, że miłość pokona wszystko. Szkoda tylko, że miłość była jednostronna. Zresztą strona wspierająca też była jedna. Tylko on zawsze był wspierany. Ja musiałam radzić sobie sama.


No więc zaczyna do mnie powoli docierać, że nie byłam kochana, a po wyeksploatowaniu zostałam wyrzucona z życia dupka, który nie wart jest nawet, aby nazwać go mężczyzną. I to powinien mi przyznać każdy facet. Jeśli gość nie potrafi spojrzeć w oczy i powiedzieć „Nie kocham cię, odchodzę do innej” to zasługuje na miano dupka. Jeśli poza tym mówi braciom swojej żony „Nie mam nikogo, a od waszej siostry odchodzę, bo nie czuję się kochany”… tego nie skomentuję. Tylko zastanawia mnie co on sobie myślał? Wierzył, że jego romans się nie wyda? Wierzył, że będzie się dogadywał ze szwagrami do końca życia? Nie. To są moi bracia. To jest moja rodzina. Prawda, że wybierałam jego. Prawda, że oddaliliśmy się z rodzeństwem. Jednak teraz nie walczę już o niego. Nie walczę o jego akceptację. Mam zamiar odzyskać szacunek mojej rodziny. Nawet jeśli teraz zostałam sama i nawet moi bracia się ode mnie odsunęli i tak wygram. S. po dwudziestu latach przyznał mi rację w kwestii wychowania dzieci. Może za kolejne dwadzieścia lat dotrze do nich, że prawda była po mojej stronie. Niestety niektóre osoby nie potrafią myśleć samodzielnie. Dotyczy to też moich braci. Oni muszą usłyszeć od innych jaka jest prawda. Całe życie niszczyli psychikę moich dzieci wciskając im, że matka jest głupia i źle ich wychowuje, a dopiero kiedy reszta rodziny zaczęła podziwiać moje dzieci, oni stwierdzili, że chyba trochę się pomylili. No, oczywiście nie wszyscy. R. cały czas twierdzi, że nie nauczyłam moich dzieci szacunku do starszych. W jego mniemaniu moja prawie dwudziestoczteroletnia córka nie powinna się odzywać, gdy „dorośli” rozmawiają. Nie jest ważne, że ten dorosły człowiek obraża jej matkę. Nie jest ważne, że ten dorosły człowiek po chwili zaczyna ubliżać również jej. Ona ma siedzieć, słuchać i nie odzywać się. Ma dać się zmieszać z błotem, stłamsić i siedzieć cicho, bo inaczej każe jej się pakować i wypierdalać z jej własnego domu, bo tak właśnie R. powiedział mojemu dziecku rok temu, gdy po obrażeniu mnie i Ż., i po zarzuceniu jej braku szacunku dla osób dorosłych, moja córka powiedziała mu, że to on nie ma szacunku i tego samego uczy swojego syna. Miała racje, bo wiele już razy byłam świadkiem, jak M. źle odnosił się do moich rodziców. Moim dzieciom też się to nie podoba, bo szanują babcię i dziadka. M. nie jest złym dzieckiem, tylko skrzywdzonym. Powtarza się sytuacja z dzieciństwa R.. On żył w takiej rodzinie i to samo funduje swoim dzieciom. No, ale wracając do sytuacji sprzed roku R. wściekł się na Ż. i kazał jej się pakować. Tak wygląda konwersacja w mojej rodzinie. Pół godziny wcześniej  córka powiedziała moim braciom coś czego więcej od niej nie usłyszą, a mianowicie że ich uwielbia…


A co do G., on niech układa sobie życie z dala ode mnie. Jestem wartościowym człowiekiem i od dziś będę sobie to powtarzać codziennie.



Szczegóły wpisu

Tagi:
Autor(ka):
niezalujniczego
Czas publikacji:
wtorek, 04 września 2018 15:46

Polecane wpisy

Ostatnie wpisy

Kanał informacyjny