Nie poddam się

Wpis

środa, 29 sierpnia 2018

13

Dopiero później dowiedziałam się o forum i pocieszycielce. Ostatni raz był w domu od 14  do 17 czerwca. Wiedząc, że jedzie do domu, do rodziny przegadał z nią 44 minuty i wysłał 6 smsów. W domu zachowywał się jak nigdy. Wszystkim nadskakiwał. Ja głupia myślałam, że to z tęsknoty za nami i starałam się mu wynagrodzić w każdy możliwy sposób całe dwa tygodnie rozłąki. I ja, i dzieci opowiadaliśmy mu wszystko, co działo się podczas jego nieobecności. Córka powiedziała, że nareszcie zaczyna wierzyć w szczerość jego przemiany. Syn poprosił go o pomoc przy budowie obudowy do komputera. Przez te cztery dni cała nasza trójka szczerze wierzyła, że znowu uśmiecha się do nas szczęście. Uwierzyliśmy w niego. A on kochając się ze mną, myślał o niej.


Cały tydzień po jego wyjeździe żyłam jego powrotem. Planowałam, jak to się mówi, coś ekstra. Przez telefon rozmawialiśmy normalnie. On mówił co było w pracy. Ja opowiadałam o wybrykach naszych zwierzaczków. Czasem dzieci przechodząc coś dorzuciły, albo przypomniały co jeszcze mogłabym tacie opowiedzieć. Śmialiśmy się i żartowaliśmy.


Pomiędzy telefonami do mnie, rozmawiał z nią.


Dwudziestego trzeciego czerwca mieliśmy zaplanowanego grilla z okazji początku lata i dnia ojca. Miał przyjechać, jednak w pracy się nie dogadali i nie przyjechał. Teraz myślę, że gdyby chciał, wsiadłby w pociąg i wrócił. Nie musiał być wożony samochodem. Nawet przez chwilę miałam nadzieję, że tak zrobi. Jednak oczywiście, to nie w jego stylu. To ja byłam od robienia mu niespodzianek. Jak miał doła na wyjeździe, po prostu razem z dziećmi do niego jeździliśmy. Osobiście mogłam tylko pomarzyć o szaleńczej miłości z jego strony. Obdarowywaniu prezentami, ofiarowaniu domu, czy opiece, kiedy człowiekowi po prostu źle na duszy.


Dwudziestego czwartego czerwca od rana przegadaliśmy prawie pół godziny. Opowiadałam mu co się działo dnia poprzedniego. Znów się śmialiśmy. Zaraz po moim telefonie zadzwonił do niej.


Tego dnia mój tata miał imieniny. Byliśmy z dziećmi umówieni u rodziców na trzynastą. Jeszcze chciałam podjechać na stację benzynową. Jednak w drodze okazało się, że wycieka mi płyn hamulcowy. Na stacji nie mogłam zapłacić kartą z powodu przerwy technicznej, a nie miałam gotówki. Nie mogliśmy dostać się do wlewu płynu hamulcowego bez lejka, a w sklepie takowego nie było. Musieliśmy wracać do domu. Zadzwoniła moja mama z pretensją, że bratowe już są, a nas jeszcze nie ma. Pięć minut później zadzwonił G. Opowiedziałam mu o przewodach hamulcowych. Stwierdził, że jestem nerwowa i dlatego zadzwoni później. Normalna reakcja na normalną sytuację. Tak wtedy pomyślałam.


Po powrocie do domu postanowiłam do niego zadzwonić. Usłyszałam w jego głosie samą nienawiść. Nie wiedziałam co się stało. Gdy zaczął krzyczeć, rozłączyłam się. Podczas rozmów na temat jego agresji ustaliliśmy, że w takiej sytuacji on się wyciszy i porozmawiamy później. Zgodnie z zaleceniami psychologa, który kazał mu w takich wypadkach liczyć do dziesięciu i jednocześnie się wyciszać. Zazwyczaj, gdy był już gotowy przysyłał mi smsa, że będzie spokojnie rozmawiał. Jednak wtedy zadzwonił. Wściekłym głosem powiedział, że ostatni raz mu tak zrobiłam. Wyłączyłam telefon i się rozpłakałam. Znowu to samo. Tydzień dobrze, tydzień źle. Każdy weekend, którego nie spędzał w domu, tak go dołował, że musiał się na kimś wyżyć. Nie wiedziałam, że po naszej południowej rozmowie wykonał do niej trzy połączenia, a podczas gdy ja płakałam dzwonił do niej jeszcze cztery razy.

Wiem, zdaję sobie sprawę, że to było z jego strony szukanie pretekstu. Jednak ciężko jest mi to wszystko poukładać. Może właśnie moje zasady mi w tym przeszkadzają, ale naprawdę trudno mi pojąć, że zostałam tak potraktowana przez osobę mi najbliższą. Przez kogoś, kogo kochałam od dwudziestu sześciu lat. Kogoś z kim chciałam spędzić całe swoje życie.


Nawet patrząc racjonalnie, to też jest niesamowite. Porzucić dom, stabilizację, bo jak mi powiedział „Mogłaś się spodziewać, że na wyjeździe dopadnie mnie kryzys wieku średniego”. A miał wytrzymać jeszcze tylko rok. Nawet rozmawialiśmy o tym podczas jego ostatniej wizyty w domu. I to on nalegał, aby jeszcze pracować poza domem. Dlaczego?


Nie widziałam go od osiemnastego czerwca, kiedy to normalnie wyjechał do pracy. Do dzieci z informacją o rozwodzie zadzwonił w dniu dwudziestej czwartej rocznicy naszego ślubu.


Dziś jest dwudziesty drugi lipca.


To wszystko co opisywałam wcześniej miało być dla mnie jakąś formą terapii. Jednak po przeanalizowaniu mojego życia jeszcze raz, stwierdziłam, że ktoś kto zniszczył moje życie zasługuje na to samo. Dlaczego on nigdy nie ponosił konsekwencji swoich czynów? No i dlaczego za wszystkie jego błędy zawsze obrywałam ja i dzieci. A, i jeszcze taka drobnostka… Zrobiłam wczoraj test ciążowy i wynik wyszedł pozytywny.



Szczegóły wpisu

Tagi:
Autor(ka):
niezalujniczego
Czas publikacji:
środa, 29 sierpnia 2018 11:08

Polecane wpisy

Ostatnie wpisy

Kanał informacyjny